Henryk Sienkiewicz

Kronika miejscowa i prowincjonalna

TEATR
Posąg, dramat w trzech odsłonach przez Wacława Szymanowskiego.
Wystąpienie p. Modrzejewskiej.

W czasie kiedy przedmioty do dramatu czerpano wyłącznie z historii, kiedy lubowano się pięknym potoczystym wierszem, kiedy ceniono poprawność wyrażenia, a sztuka była rzeczą znawców i lubowników - przedstawienie takiego Posągu byłoby uroczystością sceniczną. Przymioty bowiem, które zachwycały dawniej miłośników sceny, Posąg posiada w wysokim stopniu. Przedmiot, zaczerpnięty z czasów renesansowych we Włoszech, odczuty jest zgodnie z duchem owych dziejów, postaciom nie brak kolorytu epoki. Są tam mnisi, artyści, "brawi", kondotierzy i wesoła, hulająca szlachta - wszyscy zaś posiadają barwistość i indywidualność zgodną z barwą owych czasów. Miłość artysty rzeźbiarza do zdradliwej kobiety, przebieg tej nieszczęśliwej miłości, obłęd męża po ucieczce żony - i krwawe rozwiązanie, gdy mąż-wariat rozbija w chwili szału swą posągową żonę młotem - słowem, perypecje sztuki posiadają w sobie dość żywiołu dramatycznego. Na koniec forma jest tak potoczysta i poprawna, że nie można jej zrobić żadnego niemal zarzutu. A jednak publiczność - pozostaje chłodna. Dzieje się to z dwóch powodów: raz, że sztuka pisana jest zbyt po akademicku. Autor zbyt panuje sam nad sobą, zbyt wiele ma świadomości własnych środków, a za mało oddaje się porywom natchnienia. Inaczej mówiąc: jest to dzieło sztuki pisane przez miłośnika pięknej formy, który nie pozwala się unieść dramatowi zawartemu w treści - i ten spokój akademicki udziela się i widzom, którzy również mogą podziwiać formę, ale nie oddają się całkowicie bezpośredniemu wrażeniu, jakie sprawia akcja. Po wtóre, czasy takie nadeszły, iż publiczność lubi na scenie życie dzisiejsze i że utwory z przeszłości mało nęcą i mało zajmują.
Czy jest to dobrze, czy źle, nie tu pora rozstrzygać, dość, że tak jest, każdy z widzów ma w sobie kryterium dla odczucia i rozumienia człowieka zwyczajnego. Do motywów zaś i sprężyn w działalności ludzi dawniejszych trzeba się dostrajać, trzeba się z pewnym trudem stawiać w ich świecie, ich sferze umysłowej, ich położeniu. Tego trudu, który zresztą wymaga przygotowania historycznego, publiczność nie lubi ani u nas, ani gdzie indziej. Darzy ona autorów "zaszczytnym uznaniem" i rozchodzi się do domów obojętna. Tak stało się i z Posągiem. Pewne iskry zapału wykrzesać może chyba w takich sztukach popisowa, efektowna rola, jeśli się ją powierza wielkiemu artyście lub artystce. Wczoraj widzieliśmy wprawdzie wielką artystkę, ale popisowej, efektownej roli nie ma w Posągu. Gra ma w nim polegać na dykcji, na akademickich pozach i na doskonałej całości. P. Modrzejewska wywiązała się z zadania właśnie w sposób, który tylko można nazwać doskonałym. Gra jej, mówiąc jednym słowem, była klasyczna, a postać posągową. Inni artyści dostrajali się do jej wysokiej skali, jak mogli. W grze p. Wolskiego znaleźliśmy dużo postępu. Dykcja jego nabiera szlachetności. Pan Ładnowski grał inteligentnie i w końcowych aktach porwał publikę swym zapałem. Innym moglibyśmy tylko powiedzieć, że przydałoby się więcej sprawności w grze. Sztukę należy grać żywiej. W chwilach, w których nie było na scenie Modrzejewskiej i Ładnowskiego, przedstawienie wlokło się. Pani Modrzejewskiej należy się na koniec wysokie uznanie, że zrzeka się ról efektowniejszych, wywołujących pewny oklask, byle grać w sztukach polskich.

Pierwodruk "Słowo", 11.II.1882, nr 33.

[powrót]