Henryk Sienkiewicz

Prusy a Europa

Przed kilku tygodniami rozesłałem w sprawie wywłaszczenia Polaków w Prusach następującą odezwę do wszystkich najznakomitszych przedstawicieli nauki, literatury i sztuki w całej Europie:

Paris, le 16 Décembre 1907

Monsieur,

Le vingtième siècle voit s'accomplir un fait inouï, une insulte à la civilisation, au droit, à la justice, et à toutes les conceptions houmanitaires qui sont fondement de la vie et de la culture intellectuelle des sociétès modernes.
Depuis longtemps existait déjà, dans la Pologne prussienne, une commission de colonisation ayant pour mission de racheter leurs terres aux Polonais afin d'y établir des Allemands en payant ces propriétés avec des fonds aux-quels contribuaient forcément, par les impôts, les Polonais eux-mêmes, sujets prussiens. Si nous ajoutons encore le martyre ds enfants polonais dans les écoles allemandes et le récent project de loi interdisant l'usage da la langue polonaise dans les réunions publiques - il semble impossible que l'iniquité et le mépris de l'égalité devant la loi puissent être poussés plus loin. Et cependant le gouvernement qui a pour principe que "la force prime le droit" n'a pas voulu s'arrêter là
En effet, on vient de présenter à la Diète de Prusse un projet de loi sur l'expropriation forcée. Les Polonais soumis au sceptre prussien seraient enfin chassés de ce sol qui est leur patrie, la terre aimée où, depuis des siècles de longues générations sont nées, ont vécu et restent ensevelies.
La partie de la Pologne dont s'est emparée la monarchie des Hohenzollerns n'a jamais allumé les falmmes révolutionnaires, elle se conduit pacifiquement, remplit srtictement les pénibles devoirs que lui ont imoposés les événements; elle paie les impôts et fournit un contingent militaire dont plus d'une fois Bismarck lui-même a admiré la vaillance. Aussi, lorsque les premières nouvelles de cette expropriation forcée parurent dans la presse euporéenne, jugea-t-on universellement ce projet, comme une sauvage et folle élucubration de quelques fanatiques privés non seulement de sens moral mais de raison. On se persuadiat qu'un état civilisé, qui reconnaît le droit de propriété comme la pierre angulaire de l'édifice social, n'irait jamais jusqu'à fouler aux pieds, avec tant de brutalité, et ce principe même et les plus élémentaires conceptions de la justice. Personne ne croyait un tel crime possible dans une societé qui se dit chrétienne.
Pourtant le chancelier Bülow a présenté à la Diète de Prusse un projet de loi sur l'expropriation forcée des Polonais et la Diète au lieu de renvoyer le chancelier a l'étude du droit et de la morale, a renvoyé le projet à la Commission.
La nouvelle officielle de cet événement s'est répandue déjà dans le monde entier, et, pour l'honneur de l'humanité, il faut constater que partout elle a provoqué un cri unanime de protestation et d'indiganation. La presse européenne, sans distinction de couleurs ni de partis - et avec elle toute la presse allemande indépendante a condamné l'acte du gouvernement prussien comme un ignominieux attentat contre les droits naturels de l'humanité et contre la constitution en vigueur dans le royaume de Prusse.
Même un pareil gouvernement est obligé de tenir compte de cette indigation et de ce mépris universels.
Mais nous, Polonais, nous désirons que cette protestation contre la barbarie dure le plus longtemps possible et qu'elle prenne les proportions les plus vastes. C'est pourquoi nous ne jugeons pas suffisantes les voix de la presse, obligée qu'elle est s'occuper chaque jour de faits nouveaux. Cette protestation n'acquerra la durée, et en même temps une immense autorité, que si, dans le monde entier, les représentants les plus éminents de la science, de la literature, et des arts veulent bien exprimer individuellement leur opinion. Ce sera là le jugement définitif de la conscience universelle en face d'un crime sans précédent; et ce sera aussi le plaidoyer le plus puissant pour la défense d'une importante fraction d'une nation civilisée qui a bien mérité de l'humanité.
Il ne s'agit nullement ici de se mêler des affaires intérieures de la monarchie des Hohenzollerns. Il s'agit d'une question dans laquelle a droit à la parole tout homme civilisé, et surtout ceux qui, parmi les nations, sont les piliers de la civilisation et de la culture intellectuelle.
C'est pour cette raison que nous adressons à vous, Monsieur, en vous priant instamment de vous prononcer sur le projet présenté par le Gouvernement prussien et qui a pour but d'arracher leur terre aux Polonais, au moyen de l'expropriation forcée. Certes, nous ne supposons pas un seul instant, que votre opinion puisse être autre chose qu'une parole d'indigation et de réprobation, mais un blâme public venant d'un homme éminent tel que vous, sera la condamnation de la plus grande iniquité et de la plus grande infâmie dans l'historie du 20-ème siècle; votre réponse remplira d'ardeur et d'espoir la nation polonaise et sera aussi d'un puissant secour pour tous les honnêtes gens de l'Allemagne, qui, ne voulant pas voir leur patrie se déshonorer, devant l'univers entier, combattent fermement l'odieux pojet du gouvernement prussien.
Veuillez agréer, Monsieur, l'expression de ma haute considération.

Henryk Sienkiewicz

Je vous prie d'envoyer votre réponse à l'adresse suivante: Monsieur Henryk Sienkiewicz, Agence Polonaise de Presse, 45 rue de Rennes - Paris. Toutes les réponses seront publiées dans les journaux, puis en une brochure.

List powyższy wywołał już dotychczas setki odpowiedzi, nie wyłączając i niemieckich, a opinie i sądy uczonych napływają jeszcze w dalszym ciągu. Można już dziś powiedzieć, że projekt wywłaszczenia Polaków, wniesiony przez kanclerza Bülowa, stworzył całą specjalną literaturę. Sprawa przestała być pruską a stała się światową, co z pewnością nie leżało w zamiarach autorów projektu, a to tym bardziej, że opinia świata jest zarazem bezwzględnym wyrokiem potępienia. Należy zaś zauważyć, że wydają owe wyroki bynajmniej nie wrogowie Niemiec. W wielu odpowiedziach znajdują się wyrazy sympatii i podziwu dla kultury niemieckiej, ale tu właśnie uczucia potęgują tylko oburzenie przeciw prawu, które kulturę niemiecką hańbi. Trzeba przyznać, że i w samych Niemczech budzi się z każdym dniem coraz wyraźniej przekonanie, że rząd pruski przebrał miarę i że naruszając prawo własności, a tym samym podkopując zasadnicze podstawy budowy społecznej, uczynił rzecz zarówno niegodną ucywilizowanego rządu jak niebezpieczną i szkodliwą. Opinia ta będzie odpowiedzią dla p. Bülowa, który jakoby przyznaje, że prawo samo w sobie jest złe, ale twierdzi, że zmusiła go do wniesienia takiego projektu wola ludu. Jest to oczywiście chęć zabezpieczenia się przed odpowiedzialnością, rodzaj asekuracji od wypadków, albowiem Towarzystwo Kresów Wschodnich nie jest ludem niemieckim, a wola tegoż ludu mogłaby być wypowiedziana dokładniej nie w sejmie pruskim, lecz w parlamencie, do którego jednak prawo nie będzie wniesione, gdyż parlament odrzuciłby je jako tyrańskie i niemoralne.
Wobec tego półurzędowa prasa pruska albo milczy o ankiecie, albo chcąc potłumić pewne uczucie wstydu, jakiego doznają nawet ci, którzy w Landtagu gotowi są za prawem głosować - rozpowszechnia mniemanie, że i rozpisanie ankiety i odpowiedzi na nią znakomitych uczonych europejskich podyktowała nienawiść Niemiec. Przede wszystkich, pozwolę sobie zauważyć, że gdyby tak nawet było, to zaiste złą i szkodliwą jest taka polityka, która, ogólnie biorąc, rozbudza w świecie uczucie nienawiści. Ale w tym wypadku tak nie jest. Wspomniałem już wyżej, że w wielu nawet francuskich odpowiedziach odzywa się, obok bezwzględnego potępienia dla projektowania prawa, podziw i sympatia dla kultury niemieckiej. Co do mnie, nie głosiłem również nigdy nienawiści do nikogo i umiałem zawsze odróżniać rząd pruski od niemieckiego narodu. Mógłbym powołać się pod tym względem na ankietę ogłoszoną przed kilku laty przez "Courrier Europèen", w odpowiedzi na którą zaznaczyłem tę różnicę stanowczo. Powołując się wówczas na Monteskiusza, który twierdzi, że pojedynczy człowiek nie ma prawa poświęcać dla siebie dobra rodziny, rodzina dobra państwa, a państwo dobra ludzkości, wypowiedziałem zdanie, że przyszłość Niemiec i ich dodatnie lub ujemne znaczenie w dziejach będzie zależeć od tego, czy w dalszym rozwoju historycznym dusza ogólnoniemiecka zwycięży urzędniczą pruską, czy też podda się jej w niewolę.
Odezwa moja nie jest przeto aktem nienawiści. Opinia świata, a zwłaszcza wypowiedziana przez usta najznakomitszych przedstawicieli myśli ludzkiej, jest bądź co bądź siła, której lekceważyć nie wolno, skutki jej bowiem działać mogą na wszelkie warunki życia, tak moralne jak i materialne. Kto nie chce odgrodzić się od życia, ten nie może odgrodzić się od świata. Z tego powodu samym Niemcom mogło chodzić o to, jakie wrażenie uczyni wśród innych narodów niesłychany projekt obecnego rządu pruskiego. Serce niemieckie, gdy chodzi o prawa etyki, powinno przecie bić zgodnie z sercem całej ludzkości - więc też nie zdziwiłbym się wcale, gdyby podobną ankietę zapoczątkowałby nawet Niemiec.
Ogólnie wzięta, polska dusza nienawidzi wprawdzie tyraństwa, krzywd i niesprawiedliwości, ale nie umie żyć wyłącznie nienawiścią. Żyć nią mogą tylko narody niekulturalne i kalekie, dla których interesy klasowe są identyczne z narodowymi. Polacy tak dalece wierzą, że w przyszłym rozwoju dziejów światło musi zapanować nad ciemnością a miłość nad nienawiścią, że i znana teoria o konieczności przyszłej walki na śmierć i życie między rasą słowiańską a germańską niewielu znajduje między nimi zwolenników. Sądzą bowiem oni, że jest to jeden z takich wytartych frazesów, jakimi chętnie posługuje się bezmyślność i niechęć do pracy nad wspólnym dobrem ludzkości. Na świecie musi się znaleźć miejsce dla wszystkich ras i plemion, a wzajemne ich stosunki przyszłość może uregulować inaczej niż za pomocą pałki i noża. Powszechna wojna wytępienia stałaby się tylko w takim razie nieuniknioną, gdyby nikt nigdy nie pomyślał o innych sposobach jak te, których używa dzisiejszy rząd pruski pod kierunkiem obecnego kanclerza Bülowa.
Albowiem "prawo wywłaszczenia (jak mówią w swej wspólnej odpowiedzi L. Havet i Paul Meyer), które robi różnicę między poddanymi podlegającymi tym samym obowiązkom, ma charakter tyrańskiego gwałtu". Jest to istotnie pałka, której cios wywołuje tym głośniejszy krzyk boleści i oburzenia, że spada na głowy bezbronne.
Rozważmy to jak najobiektywniej. Nienawiść brzemienną przyszłymi klęskami krzewimy nie my, Polacy, ale rząd pruski. Czym bowiem usprawiedliwić taki zamach, jakim jest projekt wywłaszczenia, w państwie, które głosi, iż opiera się na prawie i równości wobec prawa obywateli. Powoływanie się hakatystów na to, że gdy chodzi o rzecz publiczną, wywłaszczenie stosowane bywa przez wszystkie państwa, jest sofizmatem zbyt łatwym do zbicia, wywłaszczenie bowiem pod koleje, kanały, gmachy państwowe itd. ma na celu wspólne dobro wszystkich, tu zaś wypędza się z ziemi jednych obywateli, a oddaje się ją drugim, dlatego tylko, że jedni urodzili się Polakami, drudzy Niemcami. Nawet rewolucja, nawet powstanie ludności polskiej z bronią w ręku nie usprawiedliwiłoby podobnego zamachu gdyż gromadne wywłaszczanie w znaczeniu kary nie odpowiada dzisiejszym pojęciom prawnym ani etycznym. A przecie o rewolucji w Poznańskiem i w Prusach Królewskich nikt nie słyszał. Polacy wzięli udział w ruchawce z 1848 roku, w której wraz z niemal całą Europą uczestniczyli i Niemcy. Odtąd, to jest od lat sześćdziesięciu, panuje tam najgłębszy spokój. Łagodna, skrzętna i pracowita ludność spełnia wszystkie obowiązki względem państwa bez szemrania. Hakatyści zapowiadają wprawdzie od czasu do czasu w gazetach straszną przyszłą rewolucję polską, ale wiedzą o niej więcej od samych Polaków, którym się o niej nie śniło i nie śni. Gdzież są procesy polityczne, których by rząd pruski nie zaniechał z pewnością wytaczać, gdyby znalazł choć pozory jakichkolwiek zamiarów rewolucyjnych? Wypowiedziałem zresztą już gdzie indziej, że straszyć sześćdziesiąt milionów zbrojnych od stóp do głowy Niemców powstaniem czteromilionowej bezbronnej ludności - jest to posądzać ich o umysłową niepoczytalność lub z nich drwić. Cóż więc pozostaje z tych strachów? Agitacja wszechpolska? Słyszy się o niej aż do znudzenia, słyszało się nawet z ust ministrów pruskich. Ale pytam, czy jest na kuli ziemskiej kraj lub naród, którego by nie można postawić w dowolny stan oskarżenia za pomocą wycinków i cytat z gazet? A następnie jeszcze jedno pytanie: dlaczego jeśli ta groźna dla trzech państw agitacja istnieje, nie boi się jej bardziej różnolita i mniej militarna Austria? Hakatyści pruscy odpowiadają na to, że Austria jest to państwo, które dąży do rozkładu, a zatem nie posiada siły do stłumienia jakiejkolwiek agitacji. Mamy więc do czynienia z proroctwem... I istotnie: nie ma na świecie państw nieśmiertelnych, czego dowodem jest, że upadło nawet państwo rzymskie; sądzimy jednak, że nie bawiąc się w proroctwa, śmiało twierdzić można, że minie wiele jeszcze pokoleń hakatystów, zanim potomkowie ich będą oglądali ten upragniony im upadek. Może nawet minie przedtem wiele państw innych.
Niektórzy hakatyści odpowiadają także, że Polacy dlatego nie podkopują Austrii, ponieważ mają zapewnione w niej prawa narodowe, posiadają własny sejm, uniwersytety, szkolnictwo etc. Ale jeśli tak, to to widocznie dobry sposób, który przy tym mniej byłby niebezpieczny, im w silniejszym państwie chciano by go stosować.
Lecz słyszy się i bardziej polityczne odpowiedzi. Polacy, wedle przewidywań niektórych mężów stanu pruskich, pogodzą się prędzej później z Rosjanami i wówczas, utworzywszy istotnie groźną potęgę, upomną się niezawodnie o kraje należące niegdyś do Rzeczypospolitej Polskiej. Z tego powodu należy bezwarunkowo starać się o to, by przedtem te kraje były czysto niemieckie.
Jest to tak zwana racja stanu, co do której pozwolimy sobie na następujące uwagi: Przede wszystkim dużo jeszcze wody upłynie, zanim rząd rosyjski przystawi do ognia garnki z potrawami na tę bratnią ucztę między Polakami a Rosjanami. Rosja ma także swych hakatystów, którzy np. obecnie pracują gorliwie "pour le roi de Prusse". Po wtóre, przypuściwszy nawet, że taka zgoda nastąpi prędko, co i w takim razie zyskają Niemcy na wywłaszczeniu? Zagarnąć mogą ziemię, ale nie mogą się przecie łudzić, że tym sposobem zniemczą poddanych państwu Polaków. Na to nie dość jest całych stuleci - albo mówiąc ściślej, wobec uświadomienia narodowego wynarodowienie stało się prostą mrzonką. Więc co lepsze jest dla Prus i Niemiec: czy żeby w razie owej przyszłej problematycznej wojny miały ludność polską usposobioną pokojowo i wdzięczną za życzliwe, humanitarne rządy, czy też wywłaszczoną, przywiedzioną do rozpaczy, gotową na wszystko i chciwą wszelkich odmian. Gdyby nawet cała ziemia należała wówczas wyłącznie do Niemców, nie powstrzymałoby to bynajmniej zwycięskich Słowian od zagarnięcia krajów należących niegdyś do Polski. Przecie byłby na to prosty sposób: odebrać ziemię Niemcom, a zwrócić ją Polakom - i Prusacy nie mieliby prawa przeciw takiemu sposobowi występować, byłoby to bowiem zastosowanie ich własnej metody.
Zdrowy rozum Niemców powinien dobrze rozważyć, dokąd chce ich poprowadzić histeria hakatystyczna, albowiem idzie tu o ich honor, o nienarażanie się na powszechną pogardę, idzie o niecofanie dziejów Europy do średniowiecznego barbarzyństwa, o prawa ogólnoludzkie, a wreszcie o nieobliczalne następstwa ekonomiczne, polityczne i socjalne. Nawet jeśli prawo zatwierdzone będzie przez obecny sejm pruski, zatrzymać je mogą w biegu dalsze instancje. Cofnąć się z błędnej drogi jest odwagą, na którą zawsze powinny umieć się zdobyć narody uczciwe i potężne. Czyż pokojowa emulacja dwóch kultur mniej jest warta od pięści administracyjnej i czy stosunek Polaków do państwa oraz kwestia polska w Prusach nie może być inaczej rozwiązana jak przez żandarma? Są to pytania, nad którymi warto bliżej i głębiej się zastanowić, zwłaszcza gdy się ma przed sobą przykład Austrii.
W Austrii Polacy korzystają z tych wszystkich praw, jakie im przyniosła przebudowa państwa z absolutnego na konstytucyjne. Ale nie korzystają z nich ani obojętnie, ani biernie.
W życiu państwowym biorą udział gorliwy, wcale nie mniejszy niż inne narodowości i również wcale nie mniej dbają o dobro państwa. Po konserwatystach przyszli obecnie do steru narodowi demokraci, zatem partia, którą jak straszakiem posługują się ministrowie w Prusach i w Rosji - a jednak stan rzeczy nie zmienił się na gorsze. Dlaczego? Zali tylko dlatego, że rozwój narodowy Polaków nie został zahamowany w Austrii, tak jak w Prusach i Rosji? Wszak można korzystać ze wszelkich praw, zwłaszcza w państwie, które ich odjąć nie może, i pozostać dla tegoż państwa obojętnym. - Ale obojętność nie da się pogodzić z wdzięcznością, w Polakach zaś austriackich zrodziło się uczucie wdzięczności. Tę wdzięczność - mówiąc otwarcie - potrafił wykrzesać w nich Cesarz. Czuli oni, że pod jego władzą mają nie tylko szersze prawa niż gdzie indziej, ale że unosi się nad nimi pewna szczególna, pełna ufności życzliwość monarsza - i odpowiedzieli na nią w taki sposób, w jaki naród tak żywo czujący mógł odpowiedzieć. Byli mu wdzięczni za ową ufność i za to, że on pierwszy od czasów rozbioru Polski pozwolił im się pokochać. Nie są to żadne sentymentalne wywody, ale realne, historyczne fakty. Nie mam też najmniejszej wątpliwości, że taki stosunek zrodził się z właściwej mu szlachetności serca; gdyby to jednak było zarazem i polityką, byłaby to polityka wielce rozumna, czyniłaby bowiem zadość psychologicznej potrzebie, którą każdy kulturalny i szlachetny naród w wysokim stopniu odczuwa, a zwłaszcza musiał ją odczuwać tak niezmiernie przy tym zbolały jak polski. - I odtąd istnieje w Austrii odłam narodu polskiego, który swych spraw strzeże, chroni, walczy o nie w parlamencie i stara się je rozszerzyć, ale drażliwej i zajątrzonej kwestii polskiej, w takim znaczeniu jak w Prusach i w Rosji - nie ma.
Jest to przykład, co może dobra wola. Oczywiście, że w Austrii i w Prusach stosunki nie są jednakowe, albowiem większą część Galicji zamieszkuje ludność nasza jednolita, zaś prowincje polskie pod panowaniem Prus mieszana. Ale właśnie z tego powodu tym więcej trzeba by dobrej woli, by stosunki między odwiecznymi mieszkańcami a nowszym osadnictwem ułożyły się pokojowo. Ponieważ jej zbrakło, ponieważ wbrew przyrzeczeniom nie dotrzymano obietnic, nie przyznano Polakom praw nie tylko historycznych i narodowych, ale nawet naturalnych - więc cierpią na tym obie narodowości, a przede wszystkim polska. - Lecz i dla Niemców taki stan rzeczy nie jest bez szkody. Dość posłuchać, co mówią o tym roztropniejsi Prusacy osiedli w Poznańskiem, dość przeczytać niektóre pisane przez nich broszury. Oto niedawno słyszałem następujący pogląd: "Rząd, zamiast zgody, zaszczepiał nienawiść, zamiast utwierdzać pokój, szerzył niepokój, a szkody, jakie stąd wynikły, są nie tylko ekonomiczne, ale i moralne. Nauczono Niemców oglądać się na pomoc rządową do tego stopnia, że bez niej czuliby się już bezradni, ale nade wszystko podkopano pojęcia sprawiedliwości, prawa i moralności, przez co znieprawiono duszę niemiecką, a ta zaraza szerzy się ze wschodnich części państwa coraz dalej." I ze słów tych prawda świeci tak jasno, że tylko ślepy jej nie zobaczy. Rząd staczał się po niebezpiecznej pochyłości coraz bardziej, aż wreszcie polityka złej wiary, polityka krzywd, ucisku i niesprawiedliwości skończyła się najnowszym projektem grabieży.
Naruszono zasadnicze prawa: wstrząśnięto święte w pojęciu samego rządu podwaliny budowy społecznej. Dano broń w rękę zwolennikom wywłaszczenia powszechnego, uprawniono przyszłe zamachy na własność, zamierzono zbrodnię przeciw cywilizacji i dopuszczono się krzywdy, która z ust najwyższych przedstawicieli kultury świata wywołuje jeden okrzyk protestu i pogardy.
A stało się to pomimo przykładu Austrii - i wówczas, gdy Anglia po ciężkiej wojnie w Afryce przeciw ludności, która nie była odwieczną, lecz osadniczą, po długim przelewie krwi i po zwycięstwie nie tylko nie odjęła ludności żadnych praw, lecz raczej je rozszerzyła.
Która z tych metod jest bardziej godną ucywilizowanego narodu, bardziej moralną i rozumniejszą - czytelnik sam sobie odpowie.
Tymczasem Niemcy mają wybór.

[1908]


Artykuł w przekładzie niemieckim, sporządzonym przez B. Szarlitta, ukazał się w r. 1908 w wiedeńskim piśmie "Oesterreichische Rundschau". Oryginalny tekst polski, zaopatrzony podobizną autografu, podał tłumacz w artykule "H. Sienkiewicz: Prusy a Europa", "Tygodnik Illustowany" 1924, nr 43. Przytoczony tam tekst francuski jest przekładem artykułu "Ankieta o wywłaszczeniu".

[powrót]