Henryk Sienkiewicz

W sprawie wojny włosko-tureckiej

Szanowny Panie!

Na pytanie Pańskie, jaka jest moja opinia o obecnej wojnie włosko-tureckiej, przesyłam następującą odpowiedź:
Przede wszystkim sądzę, że Włochy, zabierając Trypolis, nie uczyniły nic gorszego od tych państw europejskich, które opanowały już poprzednio w Afryce i gdzie indziej kraje bądź niezawisłe, bądź zależne od Turcji. Tak postąpiła Francja z Algerem, Tunisem i Maroko, Anglia z Egiptem, a w Europie Austria z Bośnią i Hercegowiną. Nie zmienia to rzeczy, że sposób zaboru był, stosownie do okoliczności, rozmaity, gdyż ostateczny rezultat wypadał zawsze jednako.
Pewne, zresztą wcale nie powszechne, wybuchy oburzenia wywołane w Polsce przez tę wojnę, tłumaczą się przede wszystkim tym, że ze wszystkich narodów europejskich Polacy odczuwają najsilniej bezprawie wszelkiego zaboru. Włosi, którzy tak długo jęczeli pod obcym i nienawistnym jarzmem, powinni to zrozumieć. Wszelako jest i inna przyczyna, a mianowicie: nagłość wojny. Włochy uderzyły na Turcję, że się tak wyrażę: "sans crier gare"... bez przytoczenia tych motywów, wprawdzie najczęściej czczych, ale ogólnie przyjętych, którymi strona napadająca stara się wojnę usprawiedliwić. Wywołało takie postąpienie i zdumienie, i gniew - nie tylko u nas, jednakże dobitniejsze u nas niż gdzie indziej, gdyż Turcja faktycznie opierała się, jak mogła, rozbiorom Polski i dawała schronienie naszym emigrantom. Zapomniano wobec tego o jego dawniejszych napaściach na Polskę, o rabunkowych wyprawach Tatarów, o morzu krwi przelanej i o wyczerpaniu sił naszych na wojnach, wprawdzie zwykle zwycięskich, ale ciężkich i krwawych.
Jeżeli jednak Włochy nie zachowały zwykłych ceremonii przedwojennych, to pytanie, czy mogły postąpić inaczej? Sądzę, że nie, że nie było czasu do stracenia i że pośpiech był konieczny; cała północ Afryki wpadła już w obce ręce i gdyby Włochy nie sięgały po Trypolis, nie ma wątpliwości, że zabrałby je kto inny. Kto? Anglia, Francja czy Niemcy - nie pora o tym mówić; jedno jest tylko pewne, że ziemia ta mogła być z każdą chwilą dla Włoch stracona.
Czy jednak usprawiedliwia to zabór? Czy wolno tak rozumować, że trzeba się spieszyć z zagrabieniem cudzej ojczyzny, bo w przeciwnym razie zagrabi ją kto inny? Z pewnością - nie! Ja pierwszy też, mimo całego uwielbienia dla kultury, dla sztuki, dla geniuszu i zasług Włoch, potępiłbym takie postępowanie. Ale potępiłbym je tylko w takim razie, gdyby chodziło o gniazdową ziemię Turków, o odwieczną im ojczyznę, w której w ciągu wieków rodziły się i marły ich pokolenia. Ale w tym wypadku tak nie jest. Arabowie i Turcy należą do ras odmiennych i łączy ich tylko wyznanie. Turcja, podbiwszy w 16 w. Trypolis, trzymała go przemocą, a gdy osłabła, pozostał tylko cień cienia zawisłości. Dopiero w 1835, po upadku miejscowej dynastii, panowanie tureckie utwierdziło się na nowo. Jak zaś znosili je Arabowie, dowodem tego dwie rewolucje wybuchłe w 42 i 44, które Turcy zgnietli za pomocą rzezi i stryczka - słowem: w sposób równie barbarzyński i haniebny, w jaki znany Murawiew-Wieszatel potłumił nasze powstanie na Litwie. Kto posiadł coś prawem zdobyczy, może to prawem zdobyczy utracić. Nie zapytano wprawdzie miejscowych mieszkańców, do kogo chcą należeć, ale czy pytał kto nas, zali chcemy być rozerwani między Rosję, Prusy i Austrię? A przecież chodziło nie o garść barbarzyńców, którzy umieją tylko dobijać rannych, ale o wielomilionowy, ucywilizowany i wielkoduszny naród.
O tych zdobyczach tureckich i rewolucjach trypolitańskich nie wiedzieli lub zapomnieli ci Polacy, którzy wraz z wybuchem wojny poczęli objawiać swe sympatie dla Turcji. Było to uczucie ludzi, którzy sami doznając niezmiernej krzywdy, wrażliwsi są na wszelką krzywdę i bezprawie. Prócz tego wszelka wojna budzi obecnie opozycję pacyfistów. We Włoszech znajdują się niewątpliwie tacy, którzy tę akcję potępiają. Ale u nas głosy te stają się coraz rzadsze i cichsze. Co do mnie, nie mam do Turków żadnej niechęci. Owszem, życzę im szczerze, by potrafili się odrodzić kulturalnie i aby podobne rzezie, jakich się dopuszczali dawniej w Grecji, Trypolis itd, a w ostatnich czasach w Armenii, nie plamiły nadal tureckich dziejów. Ale moje najlepsze życzenia są po stronie Włochów, albowiem nie mogę zapomnieć o tych odwiecznych stosunkach, które łączyły ich ojczyznę z naszą. Nie mogę zapomnieć o tych falach światła, które z Padwy i Bolonii rozlewały się na całą Europę, a więc i na Polskę. Na koniec nie mogę zapomnieć o krwi polskiej przelanej na polach Włoch i o włoskiej przelanej w naszych powstaniach.
Oczywiście wypowiadam Panu moje uczucia osobiste, ale jako należący do tych, którzy trzymają rękę na pulsie narodu, mogę Pana zapewnić, że liczba ludzi tak samo rozumiejących i czujących jak ja była zawsze u nas nadzwyczaj duża i że zwiększa się obecnie z każdym dniem.
Piszę ten list umyślnie po francusku, byś go Pan mógł pokazywać Włochom, a nawet i opublikować, jeśli uznasz tego potrzebę.
Tymczasem przyjmij Pan zapewnienia wysokiego poważania.

H. S.

[1911]


Autograf listu z r. 1911 do nieznanego adresata, wraz z przekładem francuskim, sporządzonym przez córkę autora, Jadwigę, w papierach Sienkiewicza.

[powrót]